Trzecia Lina

prosty blog o polskim wrestlingu

PpW: Hardcore Friday 21.000 [RECENZJA] – Pub 2 Koła, Warszawa (21.02.25 r.)

Rozpędzone PpW nie bierze jeńców i oprócz regularnej organizacji większych wydarzeń na zmianę z cyklem Hardcore Friday, warszawski Ewenement od niedawna udostępnia również te właśnie „małe” gale na swojej platformie VOD. Jak wypada przykładowe Hardcore Friday w porównaniu z eventami w Teatrze Komuna czy też na Mińskiej 65? Czy w ogóle warto je śledzić?

Friday Night Hardcore

Na dzień dobry odpowiem krótko bez dalszego baitowania: oj warto, zdecydowanie warto śledzić co dzieje się na Hardcore Friday. Nie planowałem tego wpisu, ale zdecydowałem się go pospiesznie sklecić przed nadchodzącym 15 marca PpW: Teraz Albo Nigdy z trzech istotnych powodów.

Pierwszy powód jest prozaiczny. Kiedy kończyłem pisać wrażenia z Grubej Przesady, opisywane Hardcore Friday już się odbyło i byłem w zasadzie bardziej zainteresowany tym, co wydarzyło się właśnie w Pubie 2 Koła niż wcześniej w Teatrze Komuna. Stąd wpadła mi do głowy myśl, aby wyjątkowo opisać zakres przykładowego „odcinka” Hardcore Friday, dla kogoś kto być może śledzi wyłącznie większe wydarzenia i nie jest przekonany, czy warto dać szansę także jakiemuś Hardcore Friday, które z założenia stanowi mniejsze widowisko, bardziej od budowy storyline’ów niż ich rozstrzygania. Drugą cegiełkę dołożył fakt, że opisywane Hardcore Friday to naprawdę udana odsłona tego cyklu, z bogatą kartą i ciekawymi pojedynkami w harmonogramie. Trzecia przyczyna to naturalnie możliwość zobaczenia HF 21.000 na oficjalnym VOD PpW, co stanowi nie lada gratkę z perspektywy kogoś mieszkającego z dala od Warszawy.

Hardcore Friday dla PpW jest tym, czym Monday Night RAW czy Friday Night Smackdown jest dla amerykańskiego WWE. Kluczowa różnica to przede wszystkim częstotliwość. Raczej nie doczekamy się w polskich (a nawet europejskich) realiach, aby niezależna federacja miała budżet oraz widownię na tygodniówkę. Miesiąc odstępu się w tym przypadku sprawdza – to wystarczająco często, aby lokalna publika wręcz „przyzwyczaiła się” do regularnej frekwencji i wystarczająco rzadko, aby PpW się z tym wszystkim wyrabiało i nikomu się przy okazji nie przejadło.

Fantastyczną sprawę stanowi natomiast fakt, iż PpW posiadające dwa ringi: jeden większy (zdaje się, że niedawno zakupiony), a drugi mniejszy (starszy, zasłużony i znany z wielu przeszłych wydarzeń), nie zrezygnowało ze swojego starego ringu i nie spróbowało go sprzedać, lecz wykorzystać właśnie do organizowanych w Pubie 2 Koła Hardcore Friday.

Zauważmy tu coś spektakularnego. PpW jest aktualnie jedyną organizacją w Polsce, która organizuje swoje gale z tak wysoką częstotliwością w dużym mieście i jednocześnie z powodzeniem wyprzedaje kolejne pule biletów na wszystko jak leci. To wielkie osiągnięcie i najpewniej będzie sprzyjało kolejnym kamieniom milowym (np. większym miejscówkom, które pomieszczą wszystkich zainteresowanych?). Ubierając to w catchphrase Romana Reignsa: „Acknowledge PpW!”.

KARTA

sorpresa de lucha muy loco
Goblin d. Sentinel

Mister Z nie odpuścił Goblinowi jego wypadu do Meksyku i stąd na minionym Hardcore Friday postanowił go ukarać konfrontacją z luchadorską niespodzianką w ringu, którą okazał się być Sentinel.

O tej walce nie można napisać zbyt wiele, oprócz tego, że była krótka i udana pod kątem movesetu i tempa. Goblin sprawdza się w roli jednej z czołowych gwiazd Ewenementu, a Sentinel to jak najbardziej pasujący do niego rywal na poziomie. Sęk w tym, że jak już wspominałem, nie przekonuje mnie rosnąca seria wygranych Goblina, zwłaszcza na tle kolejnej porażki Mistera Z czy też Zmowy ogółem.

Z jednej strony heelowy włodarz federacji stara się rzucać kłody pod nogi swoim oponentom, a chwilę później z drugiej strony nic z tego nie wynika. Skoro Goblin poradził sobie z trzema przeciwnikami zarówno w Ustawka Matchu w październiku (pokonując Zmowę) jak i w Gauntlet Matchu w styczniu (unikając zsyłki na terapię), to tym bardziej dał sobie radę z Sentinelem i wszystko fajnie, ale zaczyna w tym brakować elementu zaskoczenia. Jestem entuzjastą odważniejszego bookowania heelów w PpW i trzymam kciuki, że Gustav Gryffin podzieli się tym kawałkiem tortu z pozostałymi, bo stanowi aktualnie jedyny, chlubny wyjątek.

#1 Beat The Clock Challenge
Mister Z d. Marcelito

Idealnie wpisujemy się z powyższym akapitem w tę walkę, bo Mister Z również z zawieszeniem Biesiada nic groźnego ostatecznie nie zdziałał. Ale zanim o tym, muszę kolejny raz na łamach Trzeciej Liny poużalać się o Marcelito w roli jobbera PpW. Jak tak dalej pójdzie, to założę petycję internetową na change.org czy gdzie indziej o to, żeby chłop miał dane zgasić komuś światło zamiast lądować w kolejnych Guantletach czy Beat The Clock Challenge’ach. Tym razem chłop nie tylko nikomu nie zgasił światła, ale miał też zgaszone swoje światło w przeciągu niecałych trzech minut.

Press F to Pay Respects.

#2 Beat The Clock Challenge
Biesiad Strong d. Sambor

I poniżej tych niecałych trzech minut Biesiad Strong zdołał pokonać Sambora, a tym samym uniknąć zawieszenia i roli bodyguarda Mistera Z w Zmowie. Czy nie byłoby ciekawiej, gdyby Goblin był właśnie na swojej kayfabowej terapii, z której mógłby przecież równie kayfabowo uciec? Albo gdyby właśnie Mister Z ugrał swoją stypulacją podporządkowanie sobie Biesiada, na czym mógłby przecież szybko się przejechać? Brakuje mi takich obrotów spraw w PpW. Przypomina mi to trochę jak bookowany był Nexus w WWE w 2010 roku, który do dziś jest wspominany jako zmarnowany potencjał i właśnie ofiara bookingu przesadnie faworyzującego krótkodystansowe zwycięstwa face’ów, zamiast długodystansowego budowania nienawiści do heelów (a zarazem ich popularności) wśród widowni.

Triple Threat Match
Axel Fox d. adept Bartosz, adept Oskar Alexander

Nieprzypadkowo sobie pozwoliłem na małe nieposzanowanie woli Oskara Aleksandra odnośnie ustanowienia swojego nowego ringname’u. W tej walce Axel Fox zmierzył się z dwoma całkiem nowymi produktami eksportowymi Ewenement Dojo. To jedna z fajniejszych walk opisywanego Hardcore Friday i mam nadzieję, że ani obecny adept, ani niedawny adept nie obrażą się na mianowanie Axela Foxa wyróżniającym się zawodnikiem tej walki.

Nie jest to absolutnie żaden przytyk, po prostu większe doświadczenie w ringu było naturalnie widoczne w przypadku Foxa (super czyste Elbow Drop i Crossbody z narożnika!). Tak czy owak, całość wypadła bardzo pozytywnie wraz z Oskarem Aleksandrem, który także pokazał się z dobrej strony i adeptem Bartoszem, budującym powoli swoją „markę” z wierną publiką PpW.

Vodka Match
Johnny Blade vs Marco Hammers (2x Timeout)

Powiem z grubej rury, że być może na pierwszym roku studiów bardziej by mnie kupowała idea takiej stypulacji niż teraz – zwłaszcza oglądając ją na ekranie, a nie na żywo. Nie siadł mi też przebieg walki oparty w większości na wzajemnym wypychaniu się na liny ringowe irish whipami, popchnięciami i innymi tego typu patentami zamiast większej koncentracji na właściwej walce. Byłoby ciekawiej, gdyby np. w przypadku ostatniego kontaktu z liną, wszystko rozstrzygnął ruch na odklepanie i dylemat zawodnika pomiędzy odpadnięciem z walki, a złapaniem się liny, aby wywinąć się z odklepania. Same szoty były donoszone raczej niewspółmiernie do o wiele liczniejszych kontaktów z liną (i trochę za późno), więc wydaje mi się że z takim duetem talentów można było zdziałać coś więcej i śmieszniej w innej stypulacji. Może następnym razem.

Notabene, szkoda że komentarz Jokera był tak cichy w czasie tej walki i oby temat audio się z czasem wyprostował (czy z pogłosem osób mówiących na mikrofonie w ringu coś dałoby radę zrobić?), bo reszta transmisji wypadła naprawdę spoko. Jedynym problemem był właściwie za duży poziom głośności trzeszczącego komentarza względem tłumu i mikrofonu w ringu.

Tornado tag-team match
Pure Gold (Vic Golden, Gabriel Queen) d. Gustav Gryffin, Isnorr

Ponownie bardzo jasny punkt w karcie tego Hardcore Friday. Szczególnie cieszy mnie, że nie był to konwencjonalny tag team match. Te bywają naprawdę drętwe z założenia – domaganie się taga tupaniem w narożniku, podwójne tagi po doczołganiu się do swoich partnerów, odwracanie uwagi sędziego przez partnera czekającego na tag i inne składają się na bardzo schematyczną nudę, która mi się kojarzy z tag teamami. Forma Tornado Tag-Team ten problem zupełnie rozwiązuje – oglądamy walkę 2 vs 2 w pełnym wymiarze, bez sztucznego czekania na zmianę w narożniku i oklepanych pomysłów z tym związanych.

O poziom walki też nie trzeba się martwić przy tak mocnej obsadzie – dwóch panujących mistrzów kontra zasłużony tag team to coś, co po prostu musi się udać i tak właśnie się stało. Było dużo spotów, była duża energia publiczności, a nie było natomiast żadnej nudy. Szkoda jedynie niewykorzystanej drabiny. Drabiny są dramatycznie niepopularne w polskim wrestlingu na tle krzeseł i stołów.

Stop dyskryminacji drabin!*

* – pod warunkiem, że będzie to równie bezpieczne i przećwiczone jak rozpowszechnione już manewry i stypulacje z krzesłami oraz stołami, oczywiście

Gauntlet Match (/w ref. MARco Hammers)
Olgierd d. Sędzia Kornel, Sędzia Karol Górski, Sędzia Seweryn

W nietypowym main evencie Olgierd zażądał konfrontacji z sędziami PpW, którzy to nie wzbudzali jego uznania swoją pracą i potrzebowali jego zdaniem nauczki. Otrzymaliśmy bardzo ciekawe zestawienie, które idealnie pasuje do kalibru Hardcore Friday – walkę przede wszystkim gimmickową i storyline’ową, a nie coś co ma otrzymać pięć gwiazdek za styl i technikę.

Całość wypadła zdumiewająco ciekawie – każdy z sędziów miał coś do pokazania w ringu i trzeba naprawdę docenić przygotowanie do takiego występu (a z komentarza można było się dowiedzieć, że niektórzy sędziowie mieli już zaplecze ringowe, które niewątpliwie pomogło w zadawaniu krzywdy Olgierdowi). Właściwie to po tej walce wieczoru mam apetyt na więcej, tj. na sędziów wczuwających się w rolę wrestlerów. Nokaut sędziego widzieliśmy już milion razy, ale ile razy widzieliśmy sędziego, który np. po walce wykonuje swój finisher na heelu, aby się odegrać? To mogłoby być naprawdę świeże! Może i sędziowie powinni być neutralni, ale niekoniecznie w stosunku do tych zawodników, którzy ich powalają na deski?

Podsumowanie

Trzeba przyznać, że Hardcore Friday 21.000 nie tylko się bardzo udało, ale okazało się wręcz świetnie i moim zdaniem przebiło też spokojnie Grubą Przesadę. Karta walk była naprawdę obfita (dostaliśmy w zasadzie o jedną walkę więcej niż na wspomnianej styczniowej Przesadzie), a wiele z nich można zaliczyć do wyjątkowo udanych (Fox vs Oskar Aleksander vs adept Bartosz, Pure Gold vs czempioni, Olgierd vs Sędziowie).

Pomiędzy tymi konfrontacjami, otrzymaliśmy też segmenty (Mister Z z Biesiadem, Gabriel Queen domagający się rewanżu, Goblin napadający Olgierda), które idealnie wypełniły wydarzenie i są tym, czego często brakuje na innych eventach przepełnionych walkami, pomiędzy którym brakuje tego „segmentowego kleju” i dalszego rozwijania story.

Po tak udanym Hardcore Friday nie pozostaje nic innego, jak stawić się tłumnie na PpW: Teraz Albo Nigdy (już za chwilę, już za moment!), a z tego co widzę, to nadal można dorwać ostatnie bilety. To nie lada okazja, bo jak wiemy i znamy PpW – tych biletów lada moment już nie będzie.

PS. PpW wyraziło zgodę na dorzucenie paru screenów ze swojego streama do wpisu. Dzięki!