Trzecia Lina

prosty blog o polskim wrestlingu

To skomplikowane [FELIETON]

Ostatnio myślałem o aktualnej kondycji polskiego wrestlingu i…

…i zanim przejdę do sedna, to warto byłoby najpierw nakreślić trochę okoliczności. To jak z rozwiązywaniem zadania z fizyki w szkole – trzeba najpierw wypisać wszystkie dostępne dane, a potem dopiero kalkulować jakie są wnioski.

Ostatni wpis na tym blogu pojawił się w kwietniu, a od tamtego czasu harmonogram gal i wydarzeń około-wrestlingowych po prostu pękał w szwach. PpW dalej realizuje plan podboju Polski wbijając swoją chorągiewkę w kolejnych miastach, LoW oscyluje pomiędzy Katowicami a Krakowem, a MZW i KPW stabilnie działają w swoim tempie, na swojej ziemi (MZW we Wrocławiu, a KPW w Gdyni). Na radarze pojawiła się też Fundacja Rozwoju Polskiego Wrestlingu, która jest tak w ogóle ciekawym tworem – trochę niezależnym, a trochę mimowolnie spowinowaconym z PpW przez pokrywającą się załogę i personel.

Jednak pomimo wszędobylskości polskiego wrestlingu, ciężej było mi utrzymać swoje zainteresowanie i trzymać rękę na pulsie równie mocno, co w zeszłym roku. A dlaczego – o tym za chwilę. Mimo tego jestem w miarę na bieżąco z tym co się dzieje na naszej scenie, a dzieje się dużo dobrego, o czym też będzie mowa poniżej. Stąd uznałem, że takie generalne podsumowanie to dobry moment na przewietrzenie bloga po wakacjach. I zgodnie z tytułem, mimo generalnego rozwoju polskiego wrestlingu widzę też tematy warte wypunktowania lub skrytykowania – a nuż ktoś przeczyta ten tekst i pomyśli: „no rzeczywiście, w sumie„.

A propos, ciężko mi ocenić zainteresowanie tymi tekstami na blogu. Mam tylko do dyspozycji prostą wtyczkę śledzącą liczbę wejść na stronę, bo nie zamierzam nikogo dokładniej śledzić i rozbudowywać polityki przetwarzania ciasteczek na małym blogu non-profit żeby mieć dokładniejsze statystyki. Stąd mała prośba – jeśli rzeczywiście czytasz ten tekst i chciałbyś tu dalej sporadycznie czytać tutejsze wpisy o galach oraz scenie polskiego wrestlingu, zostaw lajka lub inną reakcję pod postem na Facebooku o tym właśnie wpisie (angry reactions są również git – zwłaszcza jeśli nie podoba Ci się co tu czytasz, ale czytasz). Będzie to dla mnie wskaźnik, że ktoś rzeczywiście brnie przez te teksty, a nie tylko scrolluje pobieżnie w poszukiwaniu werdyktu. Z góry dzięki!

Wracając do meritum, tytuł posta nie jest przypadkowy. Dostrzegam pozytywne zmiany na naszej scenie i widzę, że harmonogram nadciągających wydarzeń wciąż kwitnie, ale widzę też pewne problemy o których chciałem trochę popisać. Dlatego nie powiedziałbym jednoznacznie, że 2026 jest fantastycznym rokiem dla naszej scenie. Zamiast tego stwierdziłbym raczej, że są plusy dodatnie i plusy ujemne – dużo do przodu, a co nieco do remontu.

Poznański Ewenement

Najłatwiej było mi zawsze podążać za PpW – głównie za sprawą platformy VOD, ale także na żywo. Gale Ewenementu zazwyczaj wypadają w soboty, więc często udawało mi się zebrać paru znajomych i wpaść do Warszawy, bo jak mawia pewien wieszcz „wrestling na żywo smakuje najlepiej„. Ale przejadło mi się trochę PpW jako takie, zarówno od strony fabularnej (co galę Zmowa, Rodzina, Zmowa, Zmowa, Rodzina + 3 random match-upy), jak i od strony warstwy organizacyjnej, która mogłaby czasem być po prostu lepsza.

Na ostatniej gali PpW byłem w Rozbracie w Poznaniu (PpW: Inicjatywa Wrestling) i planowałem wtedy tradycyjnie wrzucić relację z opisem całego eventu, ale ostatecznie uznałem, że nie chce mi się kręcić afery i szkoda strzępić klawiatury. No nie mogę potraktować poważnie takiej organizacji, że gala była zapowiedziana postem na Facebooku w Rozbracie już w kwietniu, a dopiero w czerwcu parę godzin przed eventem pojawiło się info o przesunięciu wydarzenia o godzinę z powodu… warunków pogodowych.

„Zaraz, to jest na dworze?” – pomyślałem sobie – „Nie no, przecież by napisali wcześniej„.

I poleciałem od razu na Facebooka federacji z ciekawości sprawdzić posty związane z opisywanym eventem dochodząc do takiego wniosku, że mówiąc po poznańsku: „Tej, nie napisali”.

Generalnie miałem tutaj parę krytycznych akapitów, ale streszczę swoje wnioski, bo nie ma co się rozpisywać na temat gali sprzed dwóch miesięcy. Oświadczenie swojej widowni, że ma zabrać parasole i peleryny kilka godzin przed wydarzeniem (bo tak w ogóle to event będzie na dworze) jest po prostu słabe z każdej możliwej strony.

Po pierwsze w momencie zakupu biletu nie wiesz, że trafisz na event na dworze, na którym może lać (a akurat lało jak z cebra), bo gdybyś wiedział, to może wolałbyś skoczyć na inną galę PpW w zamkniętej przestrzeni. Po drugie wsiadasz potencjalnie do pociągu kilka godzin wcześniej i dopiero będąc w drodze dowiadujesz się, że w sumie nie jesteś przygotowany na ulewę, a powinieneś być. Po trzecie, dzięki decyzji umiejscowienia ringu oraz widowni pod przysłowiową chmurką, ring crew PpW znalazł się w przechlapanym (ba dum tss) położeniu, bo na barki personelu federacji spadła spora odpowiedzialność za stan ringu oraz zabezpieczenia przeciwdeszczowego nad głowami widowni (odpowiedzialność, z której ring crew się wywiązał!). Po czwarte, gdyby nie przestało padać jakiś kwadrans przed startem (opóźnionym już o godzinę), ciężko mi sobie wyobrazić aby wydarzenie mogło się w ogóle odbyć w zaplanowany sposób, bo ring nie był zadaszony, a w razie dalszych opadów mokre liny i narożniki nie stanowiłyby bezpiecznego środowiska do pracy dla wrestlerów.

Żeby było śmieszniej, tydzień później odbywało się MZW Forever 2, na którym niestety nie mogłem być, a na którym to MZW zrobiło organizacyjnie dosłownie wszystko, co PpW powinno było zrobić. Na wstępie galę zapowiedziano na Facebooku jako wydarzenie typu open air, dając widowni do zrozumienia czego ma się spodziewać, a w momencie pojawienia się niekorzystnych prognoz z wyprzedzeniem ogłoszono, że w związku z pogodą wydarzenie odbędzie się jednak w środku. Klasa.

Reality check

No więc od tamtego czasu mogłem co prawda śledzić streamy PpW na VoD, ale PpW pozostaje dwa kroki w tyle za jakością transmisji Kombat Pro Wrestling, Legacy of Wrestling oraz Prime Time Wrestling (yep). Te trzy podmioty oferują na swoje sposoby (czy to na YouTube, czy to w telewizji) jakość profesjonalnej transmisji sportowej. Czysto brzmiący komentarz, prawidłowa realizacja dźwięku bez gwałtu na bębenkach usznych kiedy ring announcer wypowiada nazwę zawodnika i piękny, wyraźny obraz. Czego chcieć więcej?

Tymczasem na transmisje z gal PpW w dalszym ciągu brzmią jak lobby Call Of Duty: Modern Warfare 2 na Xboksie 360, kiedy wszyscy wrzeszczeli sobie wzajemnie do uszu do tych samych headsetów wartych 5 zł. Innymi słowy, stream PpW na ten moment to nie jest szczególnie kusząca opcja. Nie rozumiem sabotowania swoich streamów jakością odpychającą dla swojej własnej widowni, jeśli jesteś federacją robiącą gale w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Poznaniu, Wrocławiu, Gdyni i innych miastach. A chcesz przecież utrzymać zainteresowanie widzów, kiedy skaczesz ze storyline’ami po kilku miejscowościach, prawda?

Wiadomo też, że sam remont oprawy streamów PpW nie przyciągnie od razu setek nowych widzów, ale nic trudnego – wystarczy raz na jakiś czas puszczać pojedyncze walki na YouTube na zachętę i od razu znajdą się nowi odbiorcy chętni obejrzeć więcej wrestlingu za opłatą.

Zatem uznałem, że warto by tu popisać o innych organizacjach dla odmiany. Niestety bardziej kwestia pecha niż braku dobrych chęci zadecydowała o tym, że interesujące mnie gale LoW, KPW i MZW średnio przypasowały mi terminami w dość napiętym prywatnie roku. Do Krakowa i Katowic na Legacy of Wrestling mam dosyć daleko, a transmisje na Extreme pojawiają się z dużym opóźnieniem, studzącym zainteresowanie potencjalną relacją napisaną po miesiącu od eventu (ale muszę przyznać, że nadal trochę mnie kusi wstawić recenzję ostatniego show LoW na Ryuconie).

Niezmiernie szkoda mi, że ominęły mnie MZW No Time To Die 2 i MZW Forever 2, zwłaszcza że spełniły jedno z moich wrestlingowych marzeń na ten rok o nowej, bardziej klimatycznej miejscówce dla MZW, której jeszcze nie miałem okazji zobaczyć w akcji. Działo się tam zresztą sporo, wliczając w to zaskakujące wyłonienie nowego mistrza federacji – Marco Hammersa. Zatem czekam na zapowiedź nowego MZW i mam nadzieję się wreszcie pojawić znów pod ringiem zielonych.

Do Gdyni na KPW też mam spory kawałek, a gale są zawsze w piątki, więc muszę wpadać do Trójmiasta dzień wcześniej i pracować w piątek zdalnie albo brać wolne – przerobiłem oba warianty. Na dodatek odcinki KPW Kombat TV na Extreme również są emitowane z opóźnieniem i nie ma żadnej opcji śledzenia na żywo tak fajnego, nadmorskiego wrestlingu – nawet za opłatą.

Dawno mi ktoś tak szybko nie zdeaktualizował akapitu w kilka godzin od zapisania wersji roboczej jak Prezes Malinowski, który właśnie ogłosił, że KPW Godzina Zero 2026 będzie na żywo YouTube, bez żadnych opłat! I jest to absolutnie wyśmienita informacja, a zarazem genialna promocja dla nadmorskiej federacji. Flagowe show do sprawdzenia za darmo, czy da się odrzucić taką ofertę? Nawet gdyby kolejne KPW Arena były za paywallem na żywo, byłaby to super wygodna opcja śledzenia wrestlingu niebieskich i mam nadzieję, że taki stream to nie jest jednorazowy wybryk, a początek świetnej formy docierania do nowych odbiorców.

Aktualnie nie jest super łatwo być fanem wrestlingu w Polsce, jeśli nie mieszkasz w jednym z paru wybranych miast wojewódzkich, a na dodatek nie masz nadmiaru wolnego czasu, wygodnego dojazdu i elastycznego grafika. Dla wielu młodych entuzjastów moment, w którym skończy się zniżka studencka na pociąg, a zacznie praca na pełen etat z wyliczonymi 26 dniami wolnego, może być momentem, w którym jeżdżenie za wrestlingiem po kraju straci bezpowrotnie sens. I wówczas tylko dostępność do transmisji zadecyduje o tym, czy dalej będziesz stanowił widownię swojej ulubionej federacji, czy nie.

Może to powinno być oczkiem w głowie dowolnej organizacji wrestlingowej w Polsce, która chce się dalej rozwijać, ale utknęła na publice liczącej kilkaset osób złożonych głównie z lokalnych mieszkańców i mniejszości zbudowanej przez fanatyków jeżdżących za wrestlingiem po kraju. Chętnie bym zapłacił za możliwość oglądania KPW, LoW czy MZW na żywo bez konieczności fatygowania się do Gdyni, Krakowa, Katowic czy Wrocławia. Twitch i YouTube za paywallem z darmowym pre-show brzmią jak złoty patent na znalezienie nowych fanów.

I tak, wiem, że jest Extreme w TV (do którego mam zresztą dostęp) gdzie mogę złapać z opóźnieniem LoW oraz KPW, ale jaki procent przykładowo Facebookowej Wrestlingawki posiada w domu…

a) … telewizor;
b) … telewizor, a wraz z nim dostęp do Extreme Channel;
c) … coś w stylu CDA Premium żeby mieć Extreme Channel bez posiadania TV?

A no właśnie – telewizja jest fajna (a polski wrestling w TV to historyczny kamień milowy dla naszej sceny), ale internet jest jeszcze lepszy.

Przyszło nowe

Ku mojej bardzo dużej radości, wiele z uwag, a właściwie „życzeń” opisywanych przeze mnie w swoich relacjach i recenzjach z poprzednich wydarzeń wrestlingowych Polsce, zdążyło się przez ostatnie kilka miesięcy spełnić.

Kiedy pisałem o Maniac Zone Wrestling, trzymałem kciuki za znalezienie nowej, klimatycznej miejscówki – odhaczone. Kiedy recenzowałem Legacy of Wrestling, miałem nadzieję że federacja ruszy się poza Katowice z następną galą – także odhaczone (następne show w Krakowie, i to nie na Ryuconie!). W ringu PpW miałem często nadzieję zobaczyć zawodników z rosteru MZW oraz KPW (odhaczone), a w ringu KPW kogokolwiek z innej federacji – również odhaczone.

Czyli generalnie scena więcej ze sobą współpracuje, co jest niezmiernie pozytywnym i budującym zjawiskiem. Jeszcze lepiej na tym tle prezentuje się najnowszy twór organizacyjny na naszym podwórku, czyli Fundacja Rozwoju Polskiego Wrestlingu. Tam mamy już kompletne szaleństwo – match-upy zbudowane przez wrestlerów ze wszystkich stron Polski, odbywające się w najróżniejszych zakątkach kraju (w rozkładzie jazdy na najbliższe miesiące są m.in. Siedlce, Warka i Krasnystaw). Jakby misja przedstawiania nowych zawodników nowej publiczności nie była już wystarczająco zasługująca na pochwały, FRPW działa także jako szkoła zapaśnicza (Warszawska Szkoła Wrestlingu) – a więc brawo, brawo i jeszcze raz brawo! Nic tylko kibicować i wpadać z wizytą.

I naprawdę fajnie jest widzieć gościnnie Olgierda w KPW, Rivermana w MZW, a Tomczaka w PpW, ale zastanawiam się powoli nad jedną kwestią. Czy nie przydałoby się tego jakoś razem spiąć raz na rok w coś większego?

Zadam nawet kontrowersyjne pytanie: kiedy ktoś nieśledzący kompletnie wrestlingu zapyta o „najlepszą” federację w Polsce albo o największe show do sprawdzenia, co należy odpowiedzieć? Czy prym teraz wiedzie PpW, bo buduje sporą frekwencję w stolicy i odwiedza regularnie pozostałe miasta wojewódzkie? Czy raczej Legacy of Wrestling to wizytówka naszej sceny, bo miesza talent z wielu różnych ringów w karcie, a na dodatek reprezentuje wyższą jakość produkcyjną i transmisyjną? Idąc tym tokiem myślenia, może palma powinna powędrować do Kombat Pro Wrestling, oferującego równie wysoką jakość realizacyjną, ale ma już w dorobku ponad dziesięć lat historii i organizuje swoje widowiska częściej niż Legacy? Jeśli historia ma tak duże znaczenie, to może korona należy się MZW, które uprzednio zbudowało wielu main eventerów wcześniej wymienionych federacji i wciąż kreuje nowych zawodników?

Otóż nie. Nie, nie, nie oraz nie. Mamy teraz szalenie zdywersyfikowaną ofertę wrestlingową w kraju, ale brakuje spięcia tego wszystkiego w całość. Może to powoli czas na próbę zrobienia raz do roku większego wydarzenia wszystkimi, wspólnymi siłami? Nie tak dużego jak pierwsze, przestrzelone gale PTW, ale większego niż to, co lokalnie zastaje na miejscu widownia warszawska, krakowska lub wrocławska? Nie trzeba nawet tysiąca biletów, bo wystarczyłby sold out mniejszej puli wejściówek i zwiększanie kalibru w miarę popytu podczas kolejnych edycji.

Zobaczyłbym chętnie próbę zrobienia widowiska, z którego stream zainteresuje nowych odbiorców wrestlingu na YouTube, a w rezultacie powiększy lokalne widownie zaangażowanych organizacji. Takiego widowiska, które podekscytuje lokalnych fanów KPW, MZW, PpW, LoW i FRPW na tyle mocno, że wsiądą w pociąg lub samochód do Warszawy lub Łodzi i żadna ze stron nie będzie miała przesadnie daleko.

Właśnie takie wydarzenie byłoby jedynym, słusznym miejscem na 30-osobowe Royal Rumble, TLC match z tag teamami wywodzącymi się z różnych federacji i Fatal 4-Way main event złożony z najlepszych z najlepszych. Może na tak zdywersyfikowanej i współpracującej już scenie jest miejsce na duże show funkcjonujące nie jako kawałek tortu jednej z federacji, lecz jako próba powiększenia całego tortu, dla wszystkich uczestniczących stron.
A man can dream, right?

Twarde lądowanie

Nie da się podsumować tego roku również bez trudnej wzmianki o licznych odejściach i kontuzjach na polskiej scenie wrestlingowej w ostatnim czasie. Aktualny mistrz MZW, Marco Hammers, nie ma zgody lekarskiej na kontynuację zmagań ringowych, co oznacza zawieszenie niesamowitej kariery tak utalentowanego popularyzatora łysiny we wrestlingowym ringu, a w efekcie także rozpad Legii Łysych budowanej przez Marco razem z Olgierdem. Shadow, żywa legenda i fundament MZW, po najbliższych zaplanowanych występach kończy swoją długą, imponującą karierę przez stan zdrowia. W Warszawie natomiast Gustav Gryffin pauzuje na długi czas jako kontuzjowany zawodnik, co doprowadziło zresztą do zwakowania pasów tag teamów. I wreszcie, Wiktor Longman z powodów szerzej nieznanych stoczył niedawno swoją ostatnią walkę z Maxem Speedem (bardzo dobrą walkę, notabene), ogłaszając przy tym koniec swojej kariery ringowej, mimo niedosytu fanów widocznego po komentarzach w internecie.

To wszystko są bardzo duże straty dla rosterów śledzonych przez nas organizacji. Nawet jeśli tymczasowe, to jednak straty. Choć mamy nieprzebrane pokłady aktywnego, zdrowego talentu w każdej federacji (a ponadto równie dużo adeptów z ogromnym potencjałem), to trzeba wziąć pod uwagę, że luki po niektórych filarach polskiego wrestlingu nie da się bezpośrednio zastąpić. Na ten moment pozostaje życzyć wszystkim wymienionym zdrowia i trzymać także kciuki za nieoczekiwane powroty w przyszłości – historia zna przecież takie przypadki.

Co dalej?

Kondycja polskiego wrestlingu na ten moment to nie jest zero-jedynkowy temat. Z jednej strony jest w czym wybierać – mamy szalenie zróżnicowaną ofertę federacji, które w dodatku zaczynają ze sobą coraz chętniej współpracować (swoją drogą, ciężko żeby federacja gromadząca publikę rzędu kilkuset osób w jednej części Polski, odbierała za konkurencję organizację robiącą to samo na drugim końcu kraju). Z drugiej strony, nie zawsze jako fan wrestlingu możesz wybierać co oglądasz, bo jeśli nie możesz wpaść na żywo a mieszkasz daleko, to zostaje Ci stream zrealizowany w kiepskiej jakości, re-transmisja dostępna z dużym opóźnieniem a czasem po prostu nic.

Mamy więc u siebie mnóstwo kapitalnego wrestlingu przyciągającego na żywo przeważnie lokalnych widzów, a jednocześnie wciąż nie mamy jakiejś flagowej, wspólnej wizytówki, która przynajmniej raz w roku jednoznacznie działałaby jako promocja wszystkich federacji osiągalna rozsądnym dystansem dla fanów z różnych stron Polski i dostępna na żywo YouTube lub Twitchu. Wiadomo, że nie jest to łatwy temat. Wymaga w końcu jeszcze większej kooperacji, najlepiej z dużym sponsorem w pakiecie. To nie takie hop siup.

Tak czy siak, polski wrestling dalej się rozwija. Coraz różnorodniej i coraz częściej ramię w ramię, bez zbędnych podziałów. Nawet wliczając ponure wiadomości o zakończonych karierach i kontuzjach, ogrom pracy wkładany w ringu i wokół ringu w realizację tak wielu rozmaitych przedsięwzięć nie pozostawia wątpliwości – jest coraz lepiej. Ale to nie znaczy, że nie może być jeszcze lepiej. I tego chyba każdy fan sobie właściwie życzy.