Trzecia Lina

prosty blog o polskim wrestlingu

PpW: Ostatnia Prosta [RECENZJA] – Teatr Komuna, Warszawa (30.04.25 r.)

Jakie atrakcje przygotowało PpW w swojej karcie na ostatnie show przed największą galą roku, którą niewątpliwie będzie Ledwo Legalne 5? Czy „Ostatnia Prosta” wypadła lepiej niż poprzednie widowisko w Teatrze Komuna, czyli styczniowa Gruba Przesada? Kto zaskoczył, kto nie dowiózł, a kto… powrócił?

Stream obejrzałem na VoD PpW (https://ppw-ewenementpl.vhx.tv/), które niezmiennie warto zasubskrybować (zdjęcia z transmisji są wykorzystane w poniższym wpisie za zgodą PpW, jaką uzyskałem jakiś czas temu – dzięki!)

Wstęp do tej recenzji będzie wyjątkowo krótki, bo nie ma się o czym zbytnio rozpisywać. Na łamach tego bloga zdążyłem już trochę popisać o historii, formule i licznych galach PpW w poprzednich wpisach, a Ostatnią Prostą obejrzałem w identyczny sposób, co Grubą Przesadę i Hardcore Friday 21.000, a więc na VoD.

Tutaj mogę przejść do trzech kwestii – dobrej, złej i brzydkiej. „Dobra” to taka, że stream udostępniono w dwóch wariantach, z komentarzem i bez. To fajna opcja dla tych preferujących wsłuchać się w chanty tłumu oraz kwestie wypowiadane na mikrofonie, czyli usłyszeć dokładnie tyle, co publika obecna na żywo. Ktoś chyba nawet prosił o taką opcję – mile widzieć feedback brany pod uwagę tak szybko.

Złą wiadomość stanowi natomiast udostępnienie powtórki z gali na VoD dopiero po południu 3 maja. Kto chciał obejrzeć Ostatnią Prostą nieco wcześniej (np. w drodze na majówkę, dzień później), ten musiał jeszcze trochę poczekać. Z jakiegoś powodu po zakończeniu streama na żywo zapis z transmisji nie jest dostępny od razu na platformie, tylko najwidoczniej musi zostać przesłany osobno. Trochę szkoda – może uda się tego laga następnym razem zmniejszyć, bo popyt na szybkie wrzucenie powtórki z Ledwo Legalne 5 na pewno będzie o wiele większy.

Brzydka kwestia to niezmiennie jakość audio. Ja nie wiem kto operuje poziomami decybeli komentarza względem nagłośnienia muzyki i mikrofonów na sali, ale chyba pora aby ten ktoś umówił się na piwko albo kawkę z dźwiękowcem KPW lub LoW – tam wszystko zawsze brzmi czysto, a balans audio zawsze się zgadza. Niestety streamy PpW bardzo odstają w tej materii od pozostałych w kraju federacji.

POV: Zwiększasz głośność, bo komentarz był znowu za cicho i dostałeś po bębenkach zapowiedzią wrestlera wchodzącego na ring sto razy głośniejszą od komentatorów

Na etapie w którym gale PpW prezentują się już naprawdę profesjonalnie zarówno na żywo, jak i w obiektywie kamery (streamy są zawsze w 1080p, więc jakość jest w sam raz), przesadne trzeszczenie głosów komentatorów brzmiących zdecydowanie za cicho w stosunku do równie trzeszczącego, ogłuszająco głośnego audio z sali to po prostu lipa. Taka realizacja dźwięku zwyczajnie szkodzi jakości całego produktu i po prostu psuje odbiór całokształtu. Co z tego, że wszystko wyraźnie widać, jeśli nie idzie się na tym skupić, bo trzeba na okrągło przyciszać i podgłaśniać streama, aby w miarę wszystko słyszeć? Praktycznie co wejście wrestlera muzyka i kwestie wypowiadane na mikrofonie w ringu zupełnie zagłuszają komentarz Antka z Istoty Wrestlingu i Jokera. Po co więc w ogóle ich wysiłek z komentowaniem wejść zawodników, skoro ciągle nie da się zrealizować streama tak, aby komentatorzy nie byli zagłuszani przez gospodarza i muzykę wrestlerów?

Co by jednak nie zakończyć wstępu marudzeniem, ciekawą nowinkę na Ostatniej Prostej stanowi podkradzione inspirowane WWE intro, które obrazuje gwiazdy rosteru PpW zmierzające do Teatru Komuna. Przewijają się w nim idący ulicą Axel Fox oraz Oskar Alexander, a nawet pedałujący na rowerze przez centrum Warszawy Goblin, zmierzający prosto na konfrontację z Gustavem Gryffinem. Takie pomysły są zawsze na plus – widownia ma w ten sposób na co popatrzeć zanim zacznie się show, a jednocześnie federacja ma jak przypomnieć widzom o harmonogramie gali i zbudować jakiś tam hype tuż przed startem.

KARTA

PRE-show
Marcelito d. Danny Roxx

Jestem prostym człowiekiem – widzę wygraną Marcelito, jestem zadowolony. To chyba jego pierwsza „poważna” wygrana w federacji – lepiej późno niż wcale, gratulacje! W dalszym ciągu zaliczam Marcelito do grona wrestlerów, którzy potrzebują w PpW większego programu i pomysłu na swoją postać. Chłop pilnie potrzebuje storyline’u, jakiegoś swojego nemesis na serię konfrontacji albo chociaż streaka zwycięstw (squash matche z randomami w pre-show też się do tego jak najbardziej nadają).

O walce nie mogę zbyt wiele napisać, bo jednak to tylko krótka rozgrzewka przed całą resztą karty. Marcelito wypadł solidnie (lepiej niż np. na ostatnim MZW), a i rywalizujący z nim Danny Roxx dotrzymywał mu kroku w ringu (przyczepiłbym się tylko do jego niemrawych kick outów). Pozostaje trzymać kciuki za jakiś konkretny storyline z Marcelito w przyszłości – może już na Ledwo Legalne 5?

SEGMENT: Goblin, Gustav Gryffin & Mister Z (Kontrakt na Ledwo Legalne 5)

Tu także nie ma się zbytnio co rozpisywać. Solidny segment – niezmiennie dobrze widzieć fabularne segmenty urozmaicające harmonogram gali, które widownia ma zresztą ochotę oglądać. Zarówno Gustav, jak i Goblin mieli swoje trzy grosze do powiedzenia. Przekonuje mnie Gustav „szanujący” determinację Goblina i dołożenie do wyczekiwanego main eventu na Ledwo Legalne 5 szalonej stypulacji – trylogii walk (od singles matchu, przez No Holds Barred, na Last Man Standing kończąc). Teraz pozostaje tylko sprostać całemu hypowi już za parę tygodni, ale o to jestem całkiem spokojny.

Agentka Agatka d. Madison Marley

Historyczny moment – debiutancki singles match kobiet w PpW! I od razu mogę rzucić hot take: to jest najlepsza walka tej gali pod kątem tempa i dynamiki ringowej na Ostatniej Prostej. Tu ciągle się coś działo i po prostu nie czuło się typowego spowolnienia akcji w środku starcia przed wielkim finałem. Należą się brawa dla obu zawodniczek i oby Madison Marley pojawiała się jeszcze w ringu Ewenementu w przyszłości – świetny moveset i dobra energia. Mówimy tu zresztą o niezwykle młodym talencie (17 lat!), który to wrestlerka pokazała już w 11 krajach (!).

Jeśli Madison Marley zdążyła wystąpić w 11 krajach zanim skończyła 18 lat, to strach pomyśleć co jeszcze osiągnie w przyszłości

Gratulacje należą się też oczywiście Agentce Agatce za udany debiut. Zawodniczka PpW nie odstawała od swojej duńskiej oponentki. Udało się uniknąć typowej dla walk świeżaków bolączki, jaką bywa wyraźna przewaga umiejętności po stronie bardziej doświadczonego przeciwnika, która to osłabia wiarygodność wygranej debiutanta. Naprawdę fajnie się to oglądało – teraz pozostaje tylko apetyt na dalsze pomysły wokół dywizji kobiet w PpW.

Gabriel Queen d. Oskar Alexander

Po poprzedniej konfrontacji w ringu zjawił się Oskar Alexander, aby pomóc swojej partnerce w katowaniu Madison Marley. Pastwienie się nad przegraną przerwał jednak prędko przybywający z odsieczą Gabriel Queen, co wystartowało płynnie kolejną potyczkę tego wieczoru. Ktoś w PpW bardzo polubił się z pomysłem płynnych przejść pomiędzy walkami – w sumie to całkiem fajny patent, o ile nie będzie stosowany regularnie, tak aby nikt się tym nie zabiegiem nie przejadł.

Gabriel Queen nie uległ przeciwnikowi

Publika uwielbia Gabriela Queena. Chłop generuje ogromny pop nawet w zwykłym singles matchu bez żadnego pasa na szali z właściwie losowym przeciwnikiem, z którym nie ma większej historii. A ten zaś przeciwnik, czyli Oskar Alexander, absolutnie za nim nadąża i nie odstaje od swojego rywala. Ba, powiedziałbym, że akcja w tym starciu była bardzo równa po obu stronach. Chociaż Gabriel naturalnie zasługiwał na swoją wygraną, taki rezultat nic nie odejmuje Oskarowi z jego świetnego występu. Czasem we wrestlingu ważniejsze jest to, jak się walczy od samego wyniku i tak było dokładnie tym razem.

SEGMENT: Vic Golden atakujący Gabriela Queena

W sumie niespodziewany, ale całkiem potrzebny build-up pod rozstrzygnięcie feudu pomiędzy śp. Pure Gold na Ledwo Legalne 5. Argumentacja zazdrosnego Vica Goldena tłumaczącego swój heel turn ma nawet jakiś tam sens (np. pretensje o title shoty dla Gabriela Queena, na które Vic patrzy krzywym okiem), także ten przerywnik można ocenić wyłącznie na plus. Ciąg dalszy nastąpi.

Enigma Scramble match
Sentinel & Wonder Haze & Sambor d. Feager

Szalenie kreatywna stypulacja. Dziesięć minut walki na punkty pomiędzy nie wiadomo kim, a zwycięzca zgarnia zresztą nie wiadomo co. Skład tej konfrontacji mnie bardzo pozytywnie zaskoczył (bardzo lubię się z obecnością luchadorów w PpW), chociaż oceniam ją ostatecznie całkiem nierówno.

Najpierw pogadajmy o zaletach. Jest nim oczywiście sam patent na tę walkę oraz jej skład. Sentinel i Wonder Haze dowieźli do Warszawy ponownie kawał świetnego wrestlingu rodem prosto z Meksyku. Rodacy również pokazali się z dobrej strony -Feager wykonał na przykład podręcznikowy chokeslam i wzorowy spinebuster, a Sambor zabłysnął swoim finishującym Szczerbcem, po którym przypiął do trzech Sentinela.

Sentinel i Wonder Haze wypadli wprost genialnie

Przechodząc już do minusów, dziesięć minut to stanowczo za krótko na tak ciekawe zestawienie wrestlerów. Podejrzewam, że gdyby zamiast tego runtime trwał chociażby kwadrans, Sambor miałby np. czas na dłuższy, efektowniejszy finish walki zamiast pojawienia się znikąd tuż przed upływem czasu i zdobycia punktu po samym finisherze. Zabrakło mi też bardziej równomiernego rozłożenia ekspozycji pomiędzy zawodnikami. Przeważnie dwie osoby walczyły a reszta obijała się odpoczywała gdzieś pod ringiem. W PpW przewijają się tornado tag team matche, w których akcja rozkłada się bardziej jednolicie, co wypada o wiele wiarygodniej i ciekawiej. Zatem można krótko powiedzieć, że było nierówno – widowiskowo, ale czasem zbyt tendencyjnie.

Ostatnia Prosta niestety stanowi kontynuację pasma porażek Feagera, ale ten zaś w wywiadzie z Jokerem nie traci entuzjazmu i obiecuje come back. Może coś się dla niego w przyszłości rzeczywiście kroi? À propos, również najwyższa pora, aby Sambor dostał w PpW coś więcej niż losowych przeciwników co galę (sytuacja analogiczna do tej z Marcelito) – tu potrzeba jakiegoś rywala, jakiegoś arcu, jakichś promo na mikrofonie, c’mon! Trochę mam wrażenie, że fabularyzowanie walk w PpW nieco przesadnie ogranicza się głównie do main eventerów (Mister Z, Biesiad, Goblin, Gustav, Gabriel Queen, Vic Golden), a szkoda bo traci na tym grono aktualnych midcarderów, które przykuwałoby większą uwagę, gdyby tylko za ich konfrontacjami także stał bogatszy kontekst. Pora coś z tym zrobić!

SEGMENT: Isnorr zawiesza karierę wrestlingową

Bardzo smutną i niespodziewaną wiadomością okazało się zawieszenie kariery Isnorra w PpW na czas nieokreślony ze względu na jego problemy zdrowotne. Mówimy o kimś obecnym na scenie niemal dziesięć lat, a w polskich realiach taką karierę trzeba równać z dwudziestoletnim stażem w USA – u nas wrestling robi się trudniej, dla mniejszej widowni i za drobne, często symboliczne, pieniądze.

Szkoda, że pas zostaje zwakatowany w takich okolicznościach i nie pozostaje nic innego jak życzyć Isnorrowi zdrowia oraz jednocześnie gratulować mu całego dorobku (zwieńczonego wreszcie pasem) i dziękować za wszystkie występy.

Dużo zdrowia, Isnorr!

Biesiad Strong d. Mr Power Up

Pomijając oczywisty i słuszny wynik (Cieśla nie może przecież przegrać z jakimś militarnym no-namem), jestem pod wrażeniem poziomu przygotowania Mr Power Upa do tej walki. Spodziewałem się przepaści w warsztacie ringowym obydwóch zawodników, a zamiast tego zobaczyłem w Mr Power Upie kogoś naprawdę przygotowanego do zmagań z Biesiadem, które jak zwykle wiązały się z bogatym wykorzystaniem stołów oraz drabiny.

Swanton bomb z drabiny stanowił zdecydowanie highlight wieczoru

Naprawdę niezłe i dynamiczne tarcie zwieńczył genialny, spektakularny i szalenie widowiskowy swanton bomb z drabiny – to można oglądać w nieskończoność i trzymam kciuki za powtórkę z tej rozrywki na Ledwo Legalne 5. Storyline’owo również nie było miejsca na nudę – Mister Z omyłkowo został zaatakowany krzesłem w głowę przez Mr Power Upa, co zrujnowało współpracę pomiędzy włodarzem PpW, a strzelnicą PM Shooter.

W skutek tego zajścia obserwujemy aktualnie kruchy i tymczasowy rozejm pomiędzy Misterem Z a Biesiadem. Może i ten duet nie zrezygnował z rozstrzygnięcia swojego konfliktu na Ledwo Legalne 5, ale od teraz ramię w ramię kooperuje przeciwko przyszłym działaniom podjętych przez załogę PM Shooter. Co z tego wyniknie, to się dopiero okaże.

Gustav Gryffin d. Adept Bartosz Bartosz Plata

Walka niespodzianka! Sfrustrowany mistrz PpW postanowił się rozładować i spontanicznie ogłosił open challenge. Wyzwanie podjął adept Bartosz, który właściwie po raz ostatni wystąpił z ring namem padawana, bo kilka chwil później w wywiadzie z Jokerem za kulisami przedstawił się światu jako Bartosz Plata.

Na zdjęciu wyżej jeden z najbardziej obiecujących talentów w PpW oraz Gustav Gryffin

I chociaż otrzymaliśmy tu przewidywalny squash match z wiadomym rezultatem, należą się liczne pochwały pod adres Bartosza. Mam wrażenie, że ilekroć go widzę w PpW, tylekroć udaje mu się ukraść spotlight i wygospodarować sobie swoje pięć minut przed każdą publicznością – nawet w 20-osobowym main evencie Teraz Albo Nigdy (Hardcore Friday 21.000 oceniam równie super). Tutaj z daleka widać masę pasji do wrestlingu – mnóstwo wkładanej pracy, energii i entuzjazmu, które razem przekuwane są w ciągły, zauważalny postęp wyłapywany systematycznie przez widownię kibicującą wiernie Bartoszowi. Super sprawa.

TORNADO TAG-TEAM MATCH
GobLis d. Legia Łysych

Na ten moment nie szykuje się jednak żaden rozpad w GobLisie. I dobrze, bo wbrew oklepanym scenariuszom, nie każdy tag team musi się rozpadać, żeby zakończyć się heel turnem któregoś z członków i feudem pomiędzy współpracującym niegdyś duetem. Idealnym przykładem takiego teamu jest teraz GobLis, a jego heelowy odpowiednik stanowi właśnie Legia Łysych – równie zgrane duo świetnie pasujących do siebie (nie tylko fryzurą) wrestlerów. Czy tak mocny skład dowiózł równie mocną walkę wieczoru?

Właściwie to tak, chociaż na początku trochę za dużo było całej kooperacji w robieniu wszystkiego symetrycznie, w duecie, we dwójkę, razem itd. Właśnie z tego względu najżywszą walką z tego eventu pozostaje dla mnie starcie kobiet – tam tempo po prostu nie zwalniało.

Niemniej jednak, main event Ostatniej Prostej dostarczył masę rozrywki. Zobaczyliśmy istny festiwal kreatywnych spotów – Axel Fox zaatakował Olgierda kulą jednego z widzów, ten zaś chwilę później spadł z trybuny i według komentatorów umarł, ale w istocie (badum ts) chwilę później okazało się, że przeżył.

Marco Hammers stanął w oko w oko ze swoim lękiem wysokości

Tymczasem w ringu Marco Hammers dzielnie próbował zmierzyć się ze swoim lękiem wysokości, próbując wejść na drabinę w niezwykle ostrożny sposób (brawa za odwagę). Kapitalny pomysł stanowiło również przerwanie pinu na swoim partnerze poprzez rzut krzesłem czy też rzucenie rywala na rozrzucone po ringu puszki.

I nawet odkładając na bok wszystkie szalone pomysły oraz rekwizyty, movesetowo także niczego nie zabrakło – ani podręcznikowo zrealizowanych dźwigni (przepiękne MK Ultra od Axela Foxa), ani podwójnych powerbombów i suicide divów w kierunku publiczności. Zatem w czterech słowach: kawał solidnego main eventu.

Podsumowanie

W sumie to im dłużej myślę o mojej ocenie Ostatniej Prostej, tym wyższa ona właściwie jest. Nie ma się w sumie do czego wielce przyczepić. Nie było tu żadnej nieudanej walki, może można było coś poprawić w poszczególnych starciach, ale to standard. Co więcej, kilka potyczek okazało się właściwie miłą niespodzianką przewyższającą oczekiwania, jakie miałem na etapie postów ogłaszających poszczególne zestawienia. Nie zabrakło także solidnej rozbudowy wątków na kolejne show (nawet już po walce wieczoru okazało się, że… Johnny Blade wrócił z martwych?), więc plusy gonią plusy.

Wiadomym też jest, że Ostatnia Prosta miała stanowić tylko końcowy przystanek przed największym show tego roku w wykonaniu PpW. Skoro tak, to Ledwo Legalne 5 rysuje się na horyzoncie we wprost niedorzecznych barwach – to po prostu musi się udać i tam po prostu trzeba być (pula OG Rare już wyprzedana!). I tam się oczywiście widzimy, już całkiem niedługo.